PRoto.pl poprosiło mnie o kilka słów komentarza do reakcji branżowych organizacji, które były odpowiedzią na materiał Superwizjera, pt. „Chore bydło kupię”. Materiał bardzo mocny, drastyczny, działający na wyobraźnię nawet najbardziej zagorzałych zwolenników mięsa i wyrobów z niego. Czy można było zrobić coś lepiej, aby straty wizerunkowe były mniejsze?

„Analizując tę sytuację, warto zwrócić uwagę na dwa aspekty. Jeden z nich to jakość przygotowanych oświadczeń. Drugi – to konkretne działania, które zostały podjęte, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się negatywnej informacji o branży mięsnej w mediach. Co do pierwszego muszę przyznać, że oświadczenia zawierają większość informacji, które powinny się w nich znaleźć” – mówi Emilia Hahn, prezes zarządu PR Hub. Ekspertka wymienia, że w komunikatach znalazło się zarówno „zdecydowane potępienie i odcięcie się od pokazanych przez TVN praktyk, wskazanie na konkretne przepisy, do których przestrzegania zobowiązane są ubojnie, a także zapowiedź konkretnych działań, które pozwolą wyeliminować z rynku nieuczciwych przedsiębiorców”.

Hahn sugeruje, że w komunikatach mogłyby pojawić się jeszcze konkretne dane: „Jaka jest liczba tego typu zakładów w Polsce, ile przeprowadzono w ostatnim roku kontroli i ile z nich nie wykazało nieprawidłowości. Tak, aby ten jednostkowy przypadek ubojni zestawić ze skalą całego rynku”.

(…)

Zdaniem Hahn w działaniach organizacji branżowych zabrakło dopilnowania tego, aby ich głosy wybrzmiały w mediach tak głośno, jak relacje o reportażu TVN. „Co należało zrobić? Przede wszystkim zadbać, aby w każdej publikacji mówiącej o handlu chorym bydłem pojawiły się wydane przez branżę oświadczenia. Ta sytuacja doskonale pokazuje, że nawet doskonale opracowanie oświadczenie nie obroni oskarżonego, jeżeli nie zadba on proaktywnie o widoczność swojego stanowiska” – wskazuje prezes zarządu PR Hub.

Cała publikacja dostępna na stronie: http://www.proto.pl/aktualnosci/opinie-chore-bydlo-kupie